- Ey! – jasnowłosa dziewczyna ożywiła się nagle, patrząc
na leżącego obok niej mężczyznę błyszczącymi oczami. Była już niemal północ, a
oni, jako jedyni zostali nad Jeziorkiem. -pamiętasz to ogłoszenie na tablicy o
gnomach w pobliżu zajazdu?
- Ym... No... Coś kojarzę.. A co? - patrzył na nią pytająco, czekając na odpowiedź.
- Moglibyśmy to zrobić skoro i tak nikogo nie ma... – uśmiechnęła się w sposób świadczący o najgorszych intencjach. Chłopak zarumienił się powstrzymując od śmiechu.
- Ym... No... Coś kojarzę.. A co? - patrzył na nią pytająco, czekając na odpowiedź.
- Moglibyśmy to zrobić skoro i tak nikogo nie ma... – uśmiechnęła się w sposób świadczący o najgorszych intencjach. Chłopak zarumienił się powstrzymując od śmiechu.
- Słyszałaś jak to zabrzmiało?
Dziewczyna prychnęła po swojemu - cicho tam. Zboczeńcu.
- Ej.. To nie ja powiedziałem że "moglibyśmy To zrobić skoro i tak Nikogo Nie ma."
Dziewczyna prychnęła po swojemu - cicho tam. Zboczeńcu.
- Ej.. To nie ja powiedziałem że "moglibyśmy To zrobić skoro i tak Nikogo Nie ma."
Zaakcentował wymownie jej własne słowa, znów reagując
śmiechem na próby sprostowania podjęte przez blondynkę w stylu „chodziło o
gnomy!”
Po chwili zastanowienia zreasumowała mimowolnie,
strzelając facepalma - kurde. To brzmi jeszcze gorzej..
- Tak.. Chodźmy łapać gnomy.. To będzie idealna wymówka..
- Tak.. Chodźmy łapać gnomy.. To będzie idealna wymówka..
Oczywiście, Kiru oskarżyła Alka o odwracania kota ogonem,
co wspomniany wcześniej osobnik przyjął sobie głęboko do serca, dusząc się
własnym chichotem.
Szybko spakowali się (UAAA! KOMARYY! WIO, ALEK, WIOO!),
ustalili front (nadziewamy je na widelce?) oraz przygotowali (gdzie podziałeś
ostatnie pudełko zapałek?!)
- No to.. Idziemy odganiać..
- Tylko uważaj żebyś się o jakąś dziurę nie przewrócił.... – ostrzegła dziewczyna, dosłownie chwilę po tym wyglebiając się na trawę. Gnomia dziura...
- K...Kiri... Brawo...
Zerknął
za nią po czym wybuchnął śmiechem. Trudno się było nie śmiać, gdyż blondynka
właśnie wstała, prychając i otrzepując się. Zerknęła na niego ostrzegawczo.
- Nie
widziałeś tego! – zaznaczyła kładąc nacisk na partykułę „nie”.
-
Oczywiście... – stwierdził z pełną powagą.
Po paru
minutach stwierdził, że Kir jest stworzona do wypędzania gnomów. Wpadała i
potykała się o każda napotkaną dziurę, przy okazji klnąc na czym świat stoi.
Pandemonium rozegrało się w momencie gdy coś wchłonęło ją niemal po pas.
-
Żyjesz?
-
Podpalaj petardy a nie się głupio pytaj. – warknęła wygrzebując się z wejścia
do głównego gnomiego gniazda.
Sześć
petard wrzucili w to oto wejście.
Kolejnych
parenaście wylądowało w losowo znalezionych przez nich norach.
Odsunęli
się przezornie – Alk z ostrożności, Kir, bo znała moc wynalazków szalonego
pirotechnicznego mózgu.
Walnęło
porządnie, żeby nie umiejszać mocy tego, co Kiru trzymała u siebie pod łóżkiem.
Bose stopy dziewczyny zostały stratowane przez stado drących się dziko gnomów,
które przecwałowały znikając w lesie.
Długo
jeszcze było słyszeć ich kwiki, zanim w lesie zapanowała względna cisza.
- Wracamy?
–spytał retorycznie Alk, wychwytując w mroku drobna sylwetkę. Mógł usłyszeć jak
się przewraca i złorzeczy na czym ten świat stoi. Ta kobieta zdecydowanie była
mistrzynią w potykaniu się o dziury, korzenie i wszelakie kamienie na ścieżce.
- W innym wypadku nie wyglebywałabym się na orła w
kierunku samochodu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz