sobota, 13 lipca 2013

Misja 01

Misja 01

Tajemnice zabójstwa.




Dwójka łowców opuściła przytulny zajazd w 
celu podjęcia się misji. Ostatnio w gazetach
strasznie trąbiono o zabójstwach młodych
mężczyzn, którzy przed śmiercią rzekomo byli
widziani z pięknymi kobietami. Luke poprawił
sztylety za paskiem jak i swój pistolet. Dla
pewności sprawdził czy ma srebrny nóż na
miejscu. Nóż ze srebra odgrywał tutaj
najistotniejsza role, przynajmniej dla niego.
Dołączyła do niego Ivri, która w chodzie
zarzuciła sobie spory pokrowiec zaopatrzony
w parciany pasek na plecy. Sprawdziła raz
jeszcze wewnętrzne kieszenie bluzy upewniając
się, że noże są, gdzie ich miejsce i zapięła ją.
- Może być fajnie. - Prawie zaświergotała
rozentuzjazmowana. Było w niej trochę
psychizmu, jeśli faktycznie cieszyło ją polowanie.
-może? napewno będzie- swierdził chłopak, podchodząc do ścigacza.
-zaraz będziemy na miejscu. Jakies szczególne
miejsca które wiedźmy lubią?-zapytał. wolał
wiedziec na czym stoi. Siadł na pojazd i poklepał miejsce za sobą
-siadaj mam nadzieję, że ten pokrowiec cię nie
przeciąży.-jeszcze tego mu brakowało żeby
dziewczyna w trakcie jazdy gdzies spadła.
dlatego on cenił minimalizm w noszeniu broni przy sobie.
- Wiedźmy lubią każde miejsce, w którym jest
coś dla nich atrakcyjnego. Mam "wiedźmi
wabik" własnej produkcji, więc przyjdzie
wszędzie. -Dziewczyna uśmiechnęła się z miną
osoby, która bez wątpienia znała swój geniusz.
Niespecjalnie chętnie zajęła miejsce na
ścigaczu łapiąc się czego popadnie.
- Balans poćwiczę.
Luke spojrzał na ciemnowłosą przez ramię.
-Złap się mnie. Tylko mocno- powiedział i kiedy
tylko oboje usiedli na ścigaczu, odpalił silnik i
ruszyli w stronę miasta, by wyjechać na
obrzeże z drugiej strony. Tam dużo mniej ludzi
było podatnych na atak. Motor jechał z
zawrotną szybkoscią, albowiem nie miał
blokady prędkościowej, a jeszcze był świeżo po
naprawie. Dojechali w ciągu kilku minut przez
miasto i kawałek dalek. Zaparkował ścigacz w jakiejś ciemnej uliczce.
- dobra gdzie sie rozkładamy?- zapytał
rozglądajac się dookoła. Było ciemno a
jedynym źródłem światła były latarnie na ulicy, które ledwo świeciły.
- Daj mi sekundkę. - Zakomunikowała
ciemnowłosa nie oczekując pozwolenia i
zsiadłszy z, jej zdaniem, przeklętej maszyny zła
zsunęła pokrowiec na ziemię tak jak Luke
rozglądając się. Tyle, że ona doskonale
wiedziała, czego szuka. Przespacerowała się
kilka kroków to w jedną, to w drugą stronę, po
czym kucnęła nad pokrowcem.
- Wiedźmy tu ostatnio nie było, ale przynajmniej
raz się tu pałętała. Teraz przynajmniej mam
pewność, że to faktycznie Lamia. - Odpięła
pokrowiec i wygrzebała z niego fiolkę z
krwistoczerwonym płynem,po czym rzuciła ją Luke'owi.
- Rozetrzyj to na szyi i powyżej nadgarstków.
Ale pożądnie, ma być tylko czuć. - Zanim
zabrała się do szukania jeszcze jednego,
niezbędnego przedmiotu uprzedziła.
- I lepiej nie zadawaj pytań co to. - Kolejną
rzeczą znalezioną w pokrowcu był jakiś
tandetny, męski perfum. Wypsikała się nim
porządnie, zapięła pokrowiec, a resztki perfum zużyła na mężczyźnie.
- Wiedźma pewnie się w końcu pojawi, będę w
ukryciu, ale ma świetny węch, po to ta szopka.
- Lanter zerknął na dziewczynę która teraz
grzebała w pokrowcu. dostrzegł fiolkę z
czerwonokrwistą cieczą i ją zlapał gdy Iv mu ją rzuciła.
-Mam nadzieję, że to nie trujące- zaśmiał się i
rozmarował porządnie na szyi i powyżej
nadgarstków. tak jak powiedziała ciemnowłosa-
Rozumiem, że to ja jestem tym wabikiem?-
uniósł brwi wąchając pustą fiolkę
- dobra.. co to jest?-zapytał nie mogąc powstrzymać ciekawości.
- Krew niemowlęcia. - Burknęła nie do końca
wyraźnie rozglądając się z niezachwianą czujnością dookoła.
- Nie. - Uprzedziła jego następne, możliwe pytanie.
- Nie zabijałam dzieci, ale wiedźmy, z którymi
miałam niedokończone sprawy owszem. Tylko
korzystałam. - Dopowiedziała w samoobronie.
Raczej niewielu zareagowałoby pozytywnie.
- To ja już się może zwinę za mur? -
Uśmiechnęła się wymijająco mimo wyjaśnień
czując jakąś winę, co do tej krwi.
Luke skrzywił sie na samą myśl czym właśnie się wysmarował
-że co !?- spojrzał groźnie na Ivri. Ale skoro to
miało pomóc wywabić wiedźmę z ukrycia to jakoś trzeba sie poświęcić.
-to sie schowaj a ja sobie tu połażę- powiedział
i zaczął chodzić wte i we wte wdłuż ulicy.
- A, warto jeszcze zapamiętać, że krew
mężczyzny i dziecka to podwójny łup. - Kobieta
zawróciła na pięcie i pomaszerowała w stronę zakrętu.
- Nie jest zbyt rozmowna i poznasz ją po
źrenicach, będą odrobinę zwężone w pionie.-
Zakrzyknęła upewniając się, że tym razem
powiedziała już na pewno wszystko. Schowała
się za rogiem i przykucnęła ponownie
otwierając pokrowiec. Chyba nikt, kto jej nie
zna, nie spodziewałby się, że zabrała ze sobą łuk.
 Z okazji zawsze korzystała, a to bez wątpienia była okazja.
-A, i ... Rób coś normalnego. Jaraj, pij, grzeb
przy Twoim mrocznym wehikule!. - Skarciła się
w duchu za to ciągłe podszkalanie go. Przecież
oboje są w branży nie od dziś. Wypakowała łuk
i jedną z trzech, jarzębinowych strzał w razie "W"
-super. zostałem żarciem dla wiedźmy.-
powiedział trochę jakby z obawą. Co by tu mógł
porobić? był sam na pustej ulicy. jakiś kot czy
pies wałęsał się po drugiej stronie ulicy. kopnął
kamień leżący niedaleko niego. Coś dzisiaj miał
z tymi kamieniami. zerkał co chwilę na zegarek.
Dopiero po czterdziestu minutach
bezsensownego chodzenia w kółko zauważył
cień. zdecydowanie kobiecy cień. odchrząknął
dosyć głośno a potem zagwizdał, widząc jak
cień zbliża się do niego. Była to piękna kobieta.
Była to piękna kobieta. Młoda z bardzo
kształtnym ciałem. Tak jak mówili w gazecie. Ivri
nie musiała wcale słyszeć kroków, czy
wpatrywać się w cienie, by odgadnąć, że
wiedźma złapała haczyk. Po tak długim czasie
potrafiła odróżnić nawet ich zapach, a to spore
osiągnięcie. Ona już wiedziała, że mają cel w
zasięgu ręki, pytanie, czy Luke też wiedział.
Ba, wiedział na pewno, tylko, czy go zbyt
skutecznie nie omamiło. Iv miała niestety
jeszcze związane ręce. Ofiara była zbyt daleko,
a ona od dość dawna nie strzelała. Czekała.
Łowca zmierzył wzrokiem kobietę która znikąd
się tu pojawiła. kiedy już wystarczająco
podeszła, zaczęła coś mówić cicho. na tyle
cicho by tylko Luke mógł ja słyszeć. jej głos był
bardzo melodyjny i przyjemny dla ucha.
- Cóż taka piękna dama robi sama na takim
bezludziu? - zapytał wyciągając rękę do
wiedźmy. Jej oczy były lekko zwężone tak jak
mówiła Ivri. Wyglądało to troszkę strasznie. ale
wziął dłoń kobiety i już już miał ją podprowadzić
bliżej miejsca gdzie była Ivri. Ale się zatrzymał.
jakby omamiony. potrząsnął głową by się jakoś
opanować i podprowadził Lamie w zasięg
ciemnowłosej. Za to ona liczyła na zmianę kroki
i sekundy. Nawet próbowała dzięki cieniom
określić ich położenie. Na niewiele się to zdało,
dopiero słuch jako tako zapewnił ją, że są
całkiem blisko. Nadal daleko, jak na jej wąskie
możliwości, ale na więcej pozwolić sobie nie
mogła. Najciszej jak mogła podniosła
uszykowany łuk i strzałę. Pozostałe dwie
zostawiła na widoku. Nie marnowała czasu na
modlitwy, czy przemyślenia. Wysunęła się krok
zza rogu i najspokojniej w świecie nasunęła
strzałę na cięciwę zaraz ją naciągając. Dla niej
mogło to trwać długo, a jednak rzeczywiście
były to sekundy. Wystrzeliła jarzębinową gałąź
zakończoną srebrnym ostrzem w stronę
wiedźmy. Całe szczęście nie chybiła,
nieszczęście, że Lamia była równie szybka i
odepchnęła strzałę. Nie trudno było się
domyślić, że zaraz potem przybrała dziką postać.
- Kurwa. - Szepnęła do samej siebie z
politowaniem i schyliła się po następną strzałę.
Tym razem trafiła wiedźmową łapę. Zagarniając
ostatnią strzałę podeszła kilka kroków bliżej.
- Zabij ją, to Twoje zlecenie- Rzuciła z
uśmiechem nadal celując w stwora. Łapa to
jednak była zbyt mało. Chwilę nieuwagi
przypłaciła ciosem ogonem w rękę i
roztrzaskaniem łuku. Chłopak odskoczył widząc,
że strzała wystrzeliła zza jego pleców i została
odepchnięta przed wiedźmę. i do tego ta zaraz
się zmieniła w coś o co nigdy by nie posądzał o
zmienność, w piękno kobiece.
-o kurwa co to za monstrum!?- krzyknął
zszokowany. czegoś takiego nie widział. i jak
ma zabić coś takiego nożykiem? zadawał sobie
to pytanie w myślach. jednak nie wszystko
sobie przemyślał. Ale moment... miękkie
miejsca... pachy i brzuch. zacisnął usta kiedy
zobaczył ze bestyjka pobiegła do Ivri ale
korzystając z odwróconej uwagi wskoczył temu
czemuś na plecy i chciał wbić nóż gdzieś koło
pach. ale nie trafił. nawet nóż się nie wbił iż
Lamia rzucała się,w końcu zrzucając Luke'a na ziemię
-a to cholera! żyjesz!?- zawołał do Iv chcąc
odwrócić uwagę monstra. Ivri oberwała w
ramię. na nieszczęście prawe, praktycznie od razu zapuchło.
- Witaj w moim świecie. - Sapnęła powoli podnosząc się do pionu nie spuszczając oczu z
Lamii. Czas na działanie liczyła w krokach,
miała tylko dwa, z niesprawną ręką to w
najlepszym wypadku jeden. Stwór chwilę
jeszcze wahał się co do wyboru pierwszej
ofiary, po czym pomknął w stronę Iv. Jeden
krok minął, podczas drugiego ledwo zdążyła
zaczerpnąć z kieszeni garść soli. W dosłownie
ostatniej chwili cisnęła nią w Lamię nie
unikając mimo to kolejnego kolejnego kontaktu
z jej cielskiem. Całe szczęście tylko się o
siebie otarły, co samo w sobie było
obrzydliwym doświadczeniem.
- Zastrzel dziwkę. - Jeśli uciekała się do tego
typu broni, to już na prawdę potwora musiała
zaleźć jej za skórę. Młodzieniec chciał wyjąć
spluwę w trybie natychmiastowym, ale coś mu
się nie podobało. nie było jej. przecież przed
chwilą jego pistolet był zaczepiony za paskiem.
Widocznie musiał źle coś przymocować iż
wtedy gdy Lamia go z siebie zrzuciła, po prostu
się odczepił. szybko przeczesał wzrokiem ulice
i podbiegł do swojej broni. Przeładował ją
szybko i ponownie wskoczył na grzbiet
potworzycy.Sama prośba Ivri była zaskakująca
iż Luke wiedział ,że dziewczyna nie przepada
za bronią palną. Złapał się jedną ręką Lamii a
drugą wycelował paskudzie w łeb, po czym
pociągnął za spust. pocisk przeszył głowę
ofiary i przechodząc, bezproblemowo przez jej
skórę i kości, uszkodziła jej mózg. trza było
przyznać że broń miała moc. dlatego używał jej
tylko w razie konieczności. Postrzelona Lamia
zaczęła się rzucać jakby wpadła w szał. znów
zrzuciła z siebie jasnookiego ale tym razem
doprawiła go jeszcze dwoma ciosami ogonem.
Pierwszy jeszcze jakoś uniknął, i rozcięła mu
tylko skórę na policzku ale drugi nie był
spudłowany i trafiła go dużą siłą w brzuch,
odrzucając go aż pod ścianę muru co wulgarnie
skomentował sam Luke.
- kurwa... co za baba...
Ivri obserwowała w milczeniu wijącą się
wiedźmę wyraźnie czekając, aż w końcu
znieruchomieje. Był to moment, który
najwyraźniej odsłaniał jej nieczułość, ale w
sumie co miała żałować pół jaszczura.
- Jesteś cały? - Spytała Luke'a kontrolnie tylko
na chwilę odrywając szare oczy od Lamii.
- Jeśli nie czujesz, że Cię rwie w lewym boku,
to się wyliżesz bez problemu. Zawsze pierwsza
odpada śledziona. - Kto by przypuszczał, że
nawet to wie. Gdy monstrum zastygło podeszła
do towarzysza wyciągając ku niemu rękę.
- Ożyje za kilka minut, wypadałoby to skończyć,
nie? - Cyrk z pomocną ręką był tylko symboliką,
czymś, na znak podziękowania i szacunku.
Lanter zamachał krótko ręką dając tym samym
znać że musi chwileczkę odsapnąć. ładnie
wycelowała akurat w splot słoneczny na co zrobiło mu się niedobrze.
-całkiem niezły cios..- skomentował i podniósł się z pomocą Ivri,
- zabijmy pokrakę- powiedział wyjmując srebrny
nóż, który z brzękiem sprężyny się otworzył.
podszedł pewnie do Lamii i bezceremonialnie rozpruł jej brzuch
- mówiłaś coś o rozwaleniu serca?- zerknął na
ciemnowłosą dziewczynę, i nieco się krzywiąc,
włożył rękę w wnętrzności pół jaszczura.
Wygrzebał serducho i je odciął od właścicielki
po czym zmasakrował je nożem. krwi było od
cholery. westchnął wyrzucając na ulicę flaki
- co z tym?- skinął na zwłoki.Ivri spojrzała na
zwłoki, a potem z powrotem na chłopaka.
- Wybacz mi odrobinę obrzydliwości, ale czuję
tak szaloną pokusę... - Bez słowa więcej
zagarnęła poćwiartowaną część serca, parę
razy zmięła okrwawiony organ w bladej ręce, po
czym odchyliła głowę wiedźmy otwierając jej
usta i wepchnęła w nie sercową papkę
wspomagając się jako tako prawą ręką.
- Udław się tym, kurwo. A co do trupa, jak
mówiłam wiedźmy i ich ciała to prawie jedność.
Ciało pozbawione życia, więc dusz tak samo.
Dusza się rozsypie, ciało za chwilę też. No
chyba, że źle być pokroił serce, w co jednak
wątpię. - Wytarła uwalaną krwią dłoń w beton.
- Hipotetycznie oczywiście przyjmując, że ma
duszę. - Dopowiedziała z uśmiechem kręcąc głową.
- Wygląda na to, że to zagadka bez
odpowiedzi.- Lu się nieco skrzywił.
-tak..- złapał się za obolały brzuch. jutro będzie
miał wielkiego siniaka. Trza było przyznać
Lamia miała sporo siły. Spojrzał zdziwiony na
łowczynie która bez pardonu wzięła serce
potwora i wepchała mu je do paszczy. niósł
brwi uznając, że dziewczyna jest ciut
psychopatyczna, ale w rzeczy samej jej tekst
go rozśmieszył to tez się zaśmiał
- skoro sama się posprząta. to i nic tu po nas- stwierdził wyczyszczając nóż o i tak już ufajdaną bluzę. schował wszelaką broń i skierował się do zaułku gdzie zaparkowany był ścigacz
- wracajmy. ta krew cuchnie a ja pierwszy raz
potrzebuje prysznicu od zaraz- mruknął
wyprowadzając pojazd na ulicę.
- Nawet pojęcia nie masz jak bardzo przez tą
wszechobecną krew ucierpiała moja psychika.
- Powiedziała dramatycznie ciemnowłosa i
spauzowała na chwilę wskazując kciukiem za
siebie na zwłoki.
- Choć chyba się zaczynasz domyślać. - Aż
dziw, jak szybko wróciła do swojego
pogodnego, zadumanego tonu. Spojrzała z
żalem na połamany łuk i ostatnią strzałę,
dopiero potem na pokrowiec. Szczerze, to
wszystko to miała w dupie.
- Ta, wracajmy. - Przytaknęła
usatysfakcjonowana polowaniem.
- Wybacz, ale ojebię Cię trochę wnętrznościami.
-heh- jasnooki zaśmiał się krótko na słowa dziewczyny
- nie bierzesz tego pokrowca?- zapytał ale
chyba niepotrzebnie..gdyby musiała go wziąć to by wzięła
.- mniam..-powiedział z sarkazmem i machnął
ręką na wizje ujebania się jeszcze flakami. im
więcej tym lepiej powiadają. odpalił silnik i
ruszyli w drogę powrotną do zajazdu,
przejeżdżając po częściach ciała
rozkwaszonego centralnie na środku ulicy.
- przy wampirach nie ma aż takiego rozlewu
krwi, czego nie można powiedzieć o ich
ofiarach- stwierdził z powagą. a więc cali acz
nieco poturbowani wrócili do zajazdu.
kulturalnie zaparkował motor na miejscu i zszedł z niego
- jestem zmęczony..- mruknął pod nosem.
Iv jak najszybciej zlazła ze ścigacza obserwując z zamiłowaniem zajazd.
- Chyba rozumiem Twoje zmęczenie. -
Podchwyciła, ale zaraz uniosła ostrzegawczo palec.
- popatrz. - Wskazała wymownie na jego policzek.
- Koniecznie. Jak cokolwiek zacznie się
paskudzić, albo zapuchnie bardziej skonsultuj
się z lekarzem lub, co nawet lepsze, ze mną. -
Poczłapała w stronę wejścia masując obolały bark.



Ivri
Luke
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz