poniedziałek, 29 lipca 2013

Zadanie "Mała Sprawa"

- Ey! – jasnowłosa dziewczyna ożywiła się nagle, patrząc na leżącego obok niej mężczyznę błyszczącymi oczami. Była już niemal północ, a oni, jako jedyni zostali nad Jeziorkiem. -pamiętasz to ogłoszenie na tablicy o gnomach w pobliżu zajazdu?
- Ym... No... Coś kojarzę.. A co? - patrzył na nią pytająco, czekając na odpowiedź.
- Moglibyśmy to zrobić skoro i tak nikogo nie ma... – uśmiechnęła się w sposób świadczący o najgorszych intencjach. Chłopak zarumienił się powstrzymując od śmiechu.
- Słyszałaś jak to zabrzmiało?
Dziewczyna prychnęła po swojemu - cicho tam. Zboczeńcu.
- Ej.. To nie ja powiedziałem że "moglibyśmy To zrobić skoro i tak Nikogo Nie ma."
Zaakcentował wymownie jej własne słowa, znów reagując śmiechem na próby sprostowania podjęte przez blondynkę w stylu „chodziło o gnomy!”
Po chwili zastanowienia zreasumowała mimowolnie, strzelając facepalma - kurde. To brzmi jeszcze gorzej..
- Tak.. Chodźmy łapać gnomy.. To będzie idealna wymówka..

Oczywiście, Kiru oskarżyła Alka o odwracania kota ogonem, co wspomniany wcześniej osobnik przyjął sobie głęboko do serca, dusząc się własnym chichotem.

Szybko spakowali się (UAAA! KOMARYY! WIO, ALEK, WIOO!), ustalili front (nadziewamy je na widelce?) oraz przygotowali (gdzie podziałeś ostatnie pudełko zapałek?!)

- No to.. Idziemy odganiać..
- Tylko uważaj żebyś się o jakąś dziurę nie przewrócił.... – ostrzegła dziewczyna, dosłownie chwilę po tym wyglebiając się na trawę. Gnomia dziura...
- K...Kiri... Brawo... 
Zerknął za nią po czym wybuchnął śmiechem. Trudno się było nie śmiać, gdyż blondynka właśnie wstała, prychając i otrzepując się. Zerknęła na niego ostrzegawczo.
- Nie widziałeś tego! – zaznaczyła kładąc nacisk na partykułę „nie”.
- Oczywiście... – stwierdził z pełną powagą.
Po paru minutach stwierdził, że Kir jest stworzona do wypędzania gnomów. Wpadała i potykała się o każda napotkaną dziurę, przy okazji klnąc na czym świat stoi. Pandemonium rozegrało się w momencie gdy coś wchłonęło ją niemal po pas.
- Żyjesz?
- Podpalaj petardy a nie się głupio pytaj. – warknęła wygrzebując się z wejścia do głównego gnomiego gniazda.
Sześć petard wrzucili w to oto wejście.
Kolejnych parenaście wylądowało w losowo znalezionych przez nich norach.
Odsunęli się przezornie – Alk z ostrożności, Kir, bo znała moc wynalazków szalonego pirotechnicznego mózgu.
Walnęło porządnie, żeby nie umiejszać mocy tego, co Kiru trzymała u siebie pod łóżkiem. Bose stopy dziewczyny zostały stratowane przez stado drących się dziko gnomów, które przecwałowały znikając w lesie.
Długo jeszcze było słyszeć ich kwiki, zanim w lesie zapanowała względna cisza.
- Wracamy? –spytał retorycznie Alk, wychwytując w mroku drobna sylwetkę. Mógł usłyszeć jak się przewraca i złorzeczy na czym ten świat stoi. Ta kobieta zdecydowanie była mistrzynią w potykaniu się o dziury, korzenie i wszelakie kamienie na ścieżce.
- W innym wypadku nie wyglebywałabym się na orła w kierunku samochodu... 

czwartek, 25 lipca 2013

Wyjeżdżam

Na dwa tygodnie, będę  jakoś po 10.08. Może się zdarzyć, że wyjazd przedłuży się do 14.08

środa, 17 lipca 2013

Hizzy żegna.

Um, wolałabym powiedzieć wam o tym w mniej głośny sposób, jak np. wejść na czata i tylko tak szepnąć, ale bardziej odpowiednie będzie ogłosić to na blogu, więc... Żegnam! Mało tu pobyłam dlatego nie będę się rozpisywać na kilka stron o tym jak moja postać została pokonana przez stado niewyżytych duchów wilków. Powód odejścia jest taki, że po prostu wyrosłam z RPG-owania i mnie to nudzi. Miło było z wami posiedzieć przez te kilka dni, a jeśli chciałby się ze mną ktoś skontaktować to proszę bardzo GG - 33082299.

wtorek, 16 lipca 2013

Raport

"Mała sprawa"

Zadanie polegało na pozbyciu się gnomów ryjących ziemię pod łąką w pobliżu Zajazdu. Stworki zlokalizowano i skutecznie przepędzono w nocy z 16.07 na 17.07 w godzinach 24-2 w nocy za pomocą środków pirotechnicznych popularnie zwanych petardami.

Pomysłodawca: Kirley
Bardzo Przydatna Tania Siła Robocza oraz Kierowca: Aleksjej Rose

Obecność 16VII

Sprawdzanie obecności, pod notą trzeba zostawić komentarz, że się jest i już.
Ten kto tego nie zrobi zostanie wyrzucony.
Do 20VII.

niedziela, 14 lipca 2013

Jestem koteeem! Z poloteeeem!...-

-... I mam was w duuuu...
- KIRLEY!
- Tak, najmilszy? *^*

- Imię?
- Kirley.
- Nazwisko?
- Nie pamiętam.
- ...NAZWISKO.
- No mówię, że nie mam, babo!
Policjantka oparła zaciśnięte pięści na blacie stołu. Zmrużone oczy świadczyły o szybkim wyczerpywaniu ostatnich zapasów cierpliwości. Wbiła nieustępliwy wzrok kobry w knąbrną osóbkę siedzącą naprzeciwko w niewygodnym krześle na sali przesłuchań.
- No co? - burknęła owa osobistość zjeżdżając jeszcze bardziej ze stołka i patrząc spode łba. - Czwarty raz już mnie pytasz, ile można?!
-..... wiek?
- Osiemnaście. 
Odpowiedź padła od razu. Wręcz podejrzanie szybko.
- Miejsce pochodzenia?
- Umba-Bumba Dubaj-Rzygaj.

Zerknęła spod rozczochranej czupryny jasnych kłaków na wlokące się niemiłosiernie powoli wskazówki. Siedziała tu już... CZTERDZIEŚCI.PIĘĆ.MINUT. Spuściła wojowniczy wzrok z gotującej się gliniary naprzeciwko, zerkając za to na siebie.
Stylowe ubabrane kaczym gównem niebieskie gumiaczki.
Stylowe ufajdane farmerskim błotkiem granatowe jeansy.
Stylowy uwalany gdzieniegdzie próchnem błękitny polarek.
"Naprawdę musieli mnie zwinąć tuż po tym, jak wyciorałam tego zawszonego wampiurka z obory na ostre słońce?!"
Zerknęła na podeszwę gumiaka marszcząc nos.
Stylowe krowie łajno.
Po prostu cudnie.

- Wypełnij to i możesz odejść.
Do sali wszedł dumnym krokiem nienagannie ubrany policjant rzucając na blat przed dziewczyną gruby plik kartek oraz długopis.
- Mary... Co tu tak cuchnie? - skrzywił się ostentacyjnie, zerkając na odsuwającą się niechętnie od stołu podwładną.
Jasnowłosa z dziką satysfakcją uniosła but, pokazując przylepione do niego krowie nieczystości w całej okazałości faktu zaledwie pół metra od jego wrażliwego nosa.

Złapała długopis zerkając na test tysiąca pytań w stylu "Zabiłeś kogoś? Dlaczego? Jesteś pewny, że nie zabiłeś? Ale jesteś stuprocentowo pewny? A dlaczego jesteś pewny?"

Imię: Kirley
Nazwisko: -----------
Wiek: 18
Pochodzenie: Jugosławia
Charakter: Dziwny. To najbardziej odpowiednie słowo. Jest ekstremalnie zmienna, napompowana energią, szczęściem, pozytywizmem i pesymizmem. Ale to nie oznacza, że będzie ci płakać w ramię by po paru sekundach śmiać się z nie wiadomo czego. Dla jednego jest przyszywana ciocią, dla innego - młodszą, nieporadną siostrzyczką. Pyskata, ironiczna, wredna a z drugiej strony słodka, nieco nieogarnięta i jakaś taka wręcz dziecięca. Tak naprawdę wszystko zależy od sytuacji. Jest równie odpowiedzialna co lekkomyślna. Nienawidzi gdy ktoś próbuje kontrolować ją, jej poczynania lub życie - wiecznie niepokorna, na bakier z zasadami czy tabu.
Wygląd: Dziewczyna, jak na swój wiek jest niska. 155 cm to mało, według jakiejkolwiek skali. Nie mówiąc już o Łowczyniach, kiedy średnia ta oscyluje gdzieś koło 1.70m. Do tego dochodzi zgrabna, kobieca sylwetka, twarz o dużych oczach z pionowymi źrenicami, zadartym śmiesznie nosku oraz długie włosy w płowym odcieniu. Nikt nigdy nie widział jej jeszcze w wytworze sukienkopodobnym ani ubranej jakoś po kobiecemu. Zwykle nosi jeansy tudzież sztruksy, luźne koszulki i bluzki.
Phanterka. Trzecie oczko w głowie Kir.
 Na to z reguły pojawia się dużo za duża, ewidentnie męska koszula czy też bluza. Wszystkie ubrania, które kupuje i których nie ukradziejowała, nie kupiła maja jeden kolor: niebieski w różnych odcieniach.
Grupa krwi: A Rh+
Broń: ERROR 404
Twój pojazd lub środek transportu: motocykl... Myślałam, że wiecie czym przez ostatnią godzinę zajeżdżacie żwir na placu marnując moje paliwo...

W końcu wstała, biorąc plik pod pachę oraz kierując się do kolejnego pomieszczenia. Rzuciła nonszalanckim gestem kartki na jedno z biurek podchodząc do szklanej płaszczyzny z wszystkimi przedmiotami jakie znaleźli w jej przepastnych kieszeniach.
Ktoś podszedł. Podniosła głowę, chwilowo rezygnując z dopychania ostatnich rzeczy w jednej z kieszeni skórzanej kurtki. Młody, nieco zmieszany policjant podał jej niebieskie pudełko z byczym napisem "Viagra" oraz paczkę gumek.
- To... też pani miała przy sobie... 
Wymruczał i zwinął się tak szybko, że dziewczyna nawet nie zdążyła się krzywo uśmiechnąć. Podrzuciła lekarstwo na ciężką impotencję zastanawiając się zaledwie przez ułamek sekundy.

Był przy drzwiach, widocznie łajał jakiegoś niewinnego człowieka za niedopełnienie obowiązków bo puścił bez mandatu jedną ze złapanych na suszarkę cycolin. Jasnowłosa podbiegła pozostawiając przy każdym kroku rozmazane czarno-brązowe smugi do których w trybie alarmowym zlatywały się wszystkie okoliczne muchy. 
-Proszę pana! Proszę pana komendanta!
Mężczyzna obrócił się zdziwiony, w sam raz by złapać rzucony w jego stronę niebieski, papierowy pakunek. Zerknął na uśmiechniętą niczym diabeł nadawczynię która nuciła znany wszystkim motyw reklamowy kostek Calgon.
- Dłuższy orgazm każdej żony to Viaagraaa~! - zanuciła głośno i uciekła z komisariatu zanim ktokolwiek z niebieskich zdołał ogarnąć swój mózg na tyle, by nie zwijać się ze śmiechu. Jeszcze by ją oskarżyli o beszczeszczenie majestatu władzy czy coś.

Motor odpalił od razu. Jakże by inaczej... zrysowała karoserię paru oznakowanych wozów uciekającymi gwałtownie spod tylnej opony kamyczkami i bez jakichkolwiek ostrzeżeń wyjechała wprost na ruchliwą drogę.
Jej umiłowana Panthera gnała miękkimi łukami pomiędzy samochodami z prędkością niemal 250km/h. Lśniące, bladoniebieskie skorpiony pobłyskiwały w ostatnich promieniach słońca, gdy zwolniła, by wyrobić się na zakręcie i mignąć policyjnej suszareczce. Nawet jej nie gonili. Nie dogoniliby.

Zaparkowała grzecznie i równolegle do trawnika między Hummerem a czymś, co określiła jako " gdyby nie moje, to to" - czyli ścigaczem. Rozpięła kurtkę, obtarła zaschnięty gnój z gumiaków o trawnik i nie kontemplując dłużej kwiecistej łąki z przeważającymi odcieniami zieleni czy też wyblakłych szyb ruszyła do zajazdu. Spaaać...

....A, nie. Jeszcze kolejne uzupełnianie danych. Niech ich szlag.

Specjalizacja: 
- jest dobrze: wszystko, co naziemne, podziemne i powietrzne. Bezproblemowo również górskie, wyżynne, nizinne i leśne.
- przetrwam: półżywe, zmartwychwstałe, półcielesne.
- jest źle: wszystko, co wodne, przywodne, zupełnie niecielesne, podwodne, bagienne i około bagienne.
- nie wrócę w jednym kawałku: wilkołaki, psołaki, lisołaki
Pokój: 3
Co chcesz mieć wyryte na nagrobku: "Uwierz, że żyję, i poluj na mnie dalej, kretynie"
Inne: 
- kocha niebieski.
- za mleko zrobi wszystko
- wiecznie jej zimno
- kradnie męskie koszule
- 2 w skali Kinseya
- ma bardzo donośny głos
- czasem wydaje się rozpływać w powietrzu, zostawiając tylko uroczy uśmiech po sobie (ale to nieprawda!)
- w ogóle się uroczo uśmiecha
- pachnie kocimiętką i werbeną
- ma nienaturalnie wręcz szybki refleks, doskonale rozciągnięta i zwinna
- często łapie niewielkie przeziębienia
Dodatkowe:
- ma zdane prawo jazdy A, A1, B1 i C1
- ma wieczne problemy z policja i kartotekę chyba w każdym stanie
- doskonale zna przepisy i doskonale się do nich nie stosuje
- jeździ tak jakby jej prawa fizyki i statystyka nie dotyczyła
- nigdy nie ma przy sobie gotówki, za to nosi cały plik dokumentów, łącznie z legitymacja z polskiej podstawówki
- nie posiada zegarka
- posiada heterochromia iridis - przy granicy z źrenicą tęczówka jest jasnozielona, przy granicy z białkiem oka - granatowa.
- cierpi na nadkrwistość
- jej normalna temp ciała to 35.4'C



(Historia kiedy indziej. Wiem, że wszystko niezgodne. KP będzie ulegać zmianom. Bardzo chętna na wszelakie wątki i powiązania. Uwagi zgłaszać w trybie pilnym.)


sobota, 13 lipca 2013

RAPORT 01

RAPORT:

 Sprawa dotyczyła śmierci młodych mężczyzn. Każda z ofiar była widziana z kobietą na kilka godzin przed zgonem. Istniało błędne założenie, że to działalność jednego Sukkuba tudzież grupy Sukkubów. Po dokładniejszym przyjrzeniu się sprawie, wykluczono te demony iż zauważono pewną nieprawidłowość. Ofiary były zabijane, a Sukkuby swoje cele zostawiają przy życiu. Podczas dochodzenia, ustalono, że to aktywność Lamii. Niepokojący jest fakt, że wiedźma działała na terenie Stanów Zjednoczonych, choć do tej pory przypisywano ją do Grecji. Lamia została ostatecznie wyeliminowana w czwartek, na ulicach Ameryki.

Uczestnicy w misji:

Ivri Mouldheel

Luke Lanter

Misja 01

Misja 01

Tajemnice zabójstwa.




Dwójka łowców opuściła przytulny zajazd w 
celu podjęcia się misji. Ostatnio w gazetach
strasznie trąbiono o zabójstwach młodych
mężczyzn, którzy przed śmiercią rzekomo byli
widziani z pięknymi kobietami. Luke poprawił
sztylety za paskiem jak i swój pistolet. Dla
pewności sprawdził czy ma srebrny nóż na
miejscu. Nóż ze srebra odgrywał tutaj
najistotniejsza role, przynajmniej dla niego.
Dołączyła do niego Ivri, która w chodzie
zarzuciła sobie spory pokrowiec zaopatrzony
w parciany pasek na plecy. Sprawdziła raz
jeszcze wewnętrzne kieszenie bluzy upewniając
się, że noże są, gdzie ich miejsce i zapięła ją.
- Może być fajnie. - Prawie zaświergotała
rozentuzjazmowana. Było w niej trochę
psychizmu, jeśli faktycznie cieszyło ją polowanie.
-może? napewno będzie- swierdził chłopak, podchodząc do ścigacza.
-zaraz będziemy na miejscu. Jakies szczególne
miejsca które wiedźmy lubią?-zapytał. wolał
wiedziec na czym stoi. Siadł na pojazd i poklepał miejsce za sobą
-siadaj mam nadzieję, że ten pokrowiec cię nie
przeciąży.-jeszcze tego mu brakowało żeby
dziewczyna w trakcie jazdy gdzies spadła.
dlatego on cenił minimalizm w noszeniu broni przy sobie.
- Wiedźmy lubią każde miejsce, w którym jest
coś dla nich atrakcyjnego. Mam "wiedźmi
wabik" własnej produkcji, więc przyjdzie
wszędzie. -Dziewczyna uśmiechnęła się z miną
osoby, która bez wątpienia znała swój geniusz.
Niespecjalnie chętnie zajęła miejsce na
ścigaczu łapiąc się czego popadnie.
- Balans poćwiczę.
Luke spojrzał na ciemnowłosą przez ramię.
-Złap się mnie. Tylko mocno- powiedział i kiedy
tylko oboje usiedli na ścigaczu, odpalił silnik i
ruszyli w stronę miasta, by wyjechać na
obrzeże z drugiej strony. Tam dużo mniej ludzi
było podatnych na atak. Motor jechał z
zawrotną szybkoscią, albowiem nie miał
blokady prędkościowej, a jeszcze był świeżo po
naprawie. Dojechali w ciągu kilku minut przez
miasto i kawałek dalek. Zaparkował ścigacz w jakiejś ciemnej uliczce.
- dobra gdzie sie rozkładamy?- zapytał
rozglądajac się dookoła. Było ciemno a
jedynym źródłem światła były latarnie na ulicy, które ledwo świeciły.
- Daj mi sekundkę. - Zakomunikowała
ciemnowłosa nie oczekując pozwolenia i
zsiadłszy z, jej zdaniem, przeklętej maszyny zła
zsunęła pokrowiec na ziemię tak jak Luke
rozglądając się. Tyle, że ona doskonale
wiedziała, czego szuka. Przespacerowała się
kilka kroków to w jedną, to w drugą stronę, po
czym kucnęła nad pokrowcem.
- Wiedźmy tu ostatnio nie było, ale przynajmniej
raz się tu pałętała. Teraz przynajmniej mam
pewność, że to faktycznie Lamia. - Odpięła
pokrowiec i wygrzebała z niego fiolkę z
krwistoczerwonym płynem,po czym rzuciła ją Luke'owi.
- Rozetrzyj to na szyi i powyżej nadgarstków.
Ale pożądnie, ma być tylko czuć. - Zanim
zabrała się do szukania jeszcze jednego,
niezbędnego przedmiotu uprzedziła.
- I lepiej nie zadawaj pytań co to. - Kolejną
rzeczą znalezioną w pokrowcu był jakiś
tandetny, męski perfum. Wypsikała się nim
porządnie, zapięła pokrowiec, a resztki perfum zużyła na mężczyźnie.
- Wiedźma pewnie się w końcu pojawi, będę w
ukryciu, ale ma świetny węch, po to ta szopka.
- Lanter zerknął na dziewczynę która teraz
grzebała w pokrowcu. dostrzegł fiolkę z
czerwonokrwistą cieczą i ją zlapał gdy Iv mu ją rzuciła.
-Mam nadzieję, że to nie trujące- zaśmiał się i
rozmarował porządnie na szyi i powyżej
nadgarstków. tak jak powiedziała ciemnowłosa-
Rozumiem, że to ja jestem tym wabikiem?-
uniósł brwi wąchając pustą fiolkę
- dobra.. co to jest?-zapytał nie mogąc powstrzymać ciekawości.
- Krew niemowlęcia. - Burknęła nie do końca
wyraźnie rozglądając się z niezachwianą czujnością dookoła.
- Nie. - Uprzedziła jego następne, możliwe pytanie.
- Nie zabijałam dzieci, ale wiedźmy, z którymi
miałam niedokończone sprawy owszem. Tylko
korzystałam. - Dopowiedziała w samoobronie.
Raczej niewielu zareagowałoby pozytywnie.
- To ja już się może zwinę za mur? -
Uśmiechnęła się wymijająco mimo wyjaśnień
czując jakąś winę, co do tej krwi.
Luke skrzywił sie na samą myśl czym właśnie się wysmarował
-że co !?- spojrzał groźnie na Ivri. Ale skoro to
miało pomóc wywabić wiedźmę z ukrycia to jakoś trzeba sie poświęcić.
-to sie schowaj a ja sobie tu połażę- powiedział
i zaczął chodzić wte i we wte wdłuż ulicy.
- A, warto jeszcze zapamiętać, że krew
mężczyzny i dziecka to podwójny łup. - Kobieta
zawróciła na pięcie i pomaszerowała w stronę zakrętu.
- Nie jest zbyt rozmowna i poznasz ją po
źrenicach, będą odrobinę zwężone w pionie.-
Zakrzyknęła upewniając się, że tym razem
powiedziała już na pewno wszystko. Schowała
się za rogiem i przykucnęła ponownie
otwierając pokrowiec. Chyba nikt, kto jej nie
zna, nie spodziewałby się, że zabrała ze sobą łuk.
 Z okazji zawsze korzystała, a to bez wątpienia była okazja.
-A, i ... Rób coś normalnego. Jaraj, pij, grzeb
przy Twoim mrocznym wehikule!. - Skarciła się
w duchu za to ciągłe podszkalanie go. Przecież
oboje są w branży nie od dziś. Wypakowała łuk
i jedną z trzech, jarzębinowych strzał w razie "W"
-super. zostałem żarciem dla wiedźmy.-
powiedział trochę jakby z obawą. Co by tu mógł
porobić? był sam na pustej ulicy. jakiś kot czy
pies wałęsał się po drugiej stronie ulicy. kopnął
kamień leżący niedaleko niego. Coś dzisiaj miał
z tymi kamieniami. zerkał co chwilę na zegarek.
Dopiero po czterdziestu minutach
bezsensownego chodzenia w kółko zauważył
cień. zdecydowanie kobiecy cień. odchrząknął
dosyć głośno a potem zagwizdał, widząc jak
cień zbliża się do niego. Była to piękna kobieta.
Była to piękna kobieta. Młoda z bardzo
kształtnym ciałem. Tak jak mówili w gazecie. Ivri
nie musiała wcale słyszeć kroków, czy
wpatrywać się w cienie, by odgadnąć, że
wiedźma złapała haczyk. Po tak długim czasie
potrafiła odróżnić nawet ich zapach, a to spore
osiągnięcie. Ona już wiedziała, że mają cel w
zasięgu ręki, pytanie, czy Luke też wiedział.
Ba, wiedział na pewno, tylko, czy go zbyt
skutecznie nie omamiło. Iv miała niestety
jeszcze związane ręce. Ofiara była zbyt daleko,
a ona od dość dawna nie strzelała. Czekała.
Łowca zmierzył wzrokiem kobietę która znikąd
się tu pojawiła. kiedy już wystarczająco
podeszła, zaczęła coś mówić cicho. na tyle
cicho by tylko Luke mógł ja słyszeć. jej głos był
bardzo melodyjny i przyjemny dla ucha.
- Cóż taka piękna dama robi sama na takim
bezludziu? - zapytał wyciągając rękę do
wiedźmy. Jej oczy były lekko zwężone tak jak
mówiła Ivri. Wyglądało to troszkę strasznie. ale
wziął dłoń kobiety i już już miał ją podprowadzić
bliżej miejsca gdzie była Ivri. Ale się zatrzymał.
jakby omamiony. potrząsnął głową by się jakoś
opanować i podprowadził Lamie w zasięg
ciemnowłosej. Za to ona liczyła na zmianę kroki
i sekundy. Nawet próbowała dzięki cieniom
określić ich położenie. Na niewiele się to zdało,
dopiero słuch jako tako zapewnił ją, że są
całkiem blisko. Nadal daleko, jak na jej wąskie
możliwości, ale na więcej pozwolić sobie nie
mogła. Najciszej jak mogła podniosła
uszykowany łuk i strzałę. Pozostałe dwie
zostawiła na widoku. Nie marnowała czasu na
modlitwy, czy przemyślenia. Wysunęła się krok
zza rogu i najspokojniej w świecie nasunęła
strzałę na cięciwę zaraz ją naciągając. Dla niej
mogło to trwać długo, a jednak rzeczywiście
były to sekundy. Wystrzeliła jarzębinową gałąź
zakończoną srebrnym ostrzem w stronę
wiedźmy. Całe szczęście nie chybiła,
nieszczęście, że Lamia była równie szybka i
odepchnęła strzałę. Nie trudno było się
domyślić, że zaraz potem przybrała dziką postać.
- Kurwa. - Szepnęła do samej siebie z
politowaniem i schyliła się po następną strzałę.
Tym razem trafiła wiedźmową łapę. Zagarniając
ostatnią strzałę podeszła kilka kroków bliżej.
- Zabij ją, to Twoje zlecenie- Rzuciła z
uśmiechem nadal celując w stwora. Łapa to
jednak była zbyt mało. Chwilę nieuwagi
przypłaciła ciosem ogonem w rękę i
roztrzaskaniem łuku. Chłopak odskoczył widząc,
że strzała wystrzeliła zza jego pleców i została
odepchnięta przed wiedźmę. i do tego ta zaraz
się zmieniła w coś o co nigdy by nie posądzał o
zmienność, w piękno kobiece.
-o kurwa co to za monstrum!?- krzyknął
zszokowany. czegoś takiego nie widział. i jak
ma zabić coś takiego nożykiem? zadawał sobie
to pytanie w myślach. jednak nie wszystko
sobie przemyślał. Ale moment... miękkie
miejsca... pachy i brzuch. zacisnął usta kiedy
zobaczył ze bestyjka pobiegła do Ivri ale
korzystając z odwróconej uwagi wskoczył temu
czemuś na plecy i chciał wbić nóż gdzieś koło
pach. ale nie trafił. nawet nóż się nie wbił iż
Lamia rzucała się,w końcu zrzucając Luke'a na ziemię
-a to cholera! żyjesz!?- zawołał do Iv chcąc
odwrócić uwagę monstra. Ivri oberwała w
ramię. na nieszczęście prawe, praktycznie od razu zapuchło.
- Witaj w moim świecie. - Sapnęła powoli podnosząc się do pionu nie spuszczając oczu z
Lamii. Czas na działanie liczyła w krokach,
miała tylko dwa, z niesprawną ręką to w
najlepszym wypadku jeden. Stwór chwilę
jeszcze wahał się co do wyboru pierwszej
ofiary, po czym pomknął w stronę Iv. Jeden
krok minął, podczas drugiego ledwo zdążyła
zaczerpnąć z kieszeni garść soli. W dosłownie
ostatniej chwili cisnęła nią w Lamię nie
unikając mimo to kolejnego kolejnego kontaktu
z jej cielskiem. Całe szczęście tylko się o
siebie otarły, co samo w sobie było
obrzydliwym doświadczeniem.
- Zastrzel dziwkę. - Jeśli uciekała się do tego
typu broni, to już na prawdę potwora musiała
zaleźć jej za skórę. Młodzieniec chciał wyjąć
spluwę w trybie natychmiastowym, ale coś mu
się nie podobało. nie było jej. przecież przed
chwilą jego pistolet był zaczepiony za paskiem.
Widocznie musiał źle coś przymocować iż
wtedy gdy Lamia go z siebie zrzuciła, po prostu
się odczepił. szybko przeczesał wzrokiem ulice
i podbiegł do swojej broni. Przeładował ją
szybko i ponownie wskoczył na grzbiet
potworzycy.Sama prośba Ivri była zaskakująca
iż Luke wiedział ,że dziewczyna nie przepada
za bronią palną. Złapał się jedną ręką Lamii a
drugą wycelował paskudzie w łeb, po czym
pociągnął za spust. pocisk przeszył głowę
ofiary i przechodząc, bezproblemowo przez jej
skórę i kości, uszkodziła jej mózg. trza było
przyznać że broń miała moc. dlatego używał jej
tylko w razie konieczności. Postrzelona Lamia
zaczęła się rzucać jakby wpadła w szał. znów
zrzuciła z siebie jasnookiego ale tym razem
doprawiła go jeszcze dwoma ciosami ogonem.
Pierwszy jeszcze jakoś uniknął, i rozcięła mu
tylko skórę na policzku ale drugi nie był
spudłowany i trafiła go dużą siłą w brzuch,
odrzucając go aż pod ścianę muru co wulgarnie
skomentował sam Luke.
- kurwa... co za baba...
Ivri obserwowała w milczeniu wijącą się
wiedźmę wyraźnie czekając, aż w końcu
znieruchomieje. Był to moment, który
najwyraźniej odsłaniał jej nieczułość, ale w
sumie co miała żałować pół jaszczura.
- Jesteś cały? - Spytała Luke'a kontrolnie tylko
na chwilę odrywając szare oczy od Lamii.
- Jeśli nie czujesz, że Cię rwie w lewym boku,
to się wyliżesz bez problemu. Zawsze pierwsza
odpada śledziona. - Kto by przypuszczał, że
nawet to wie. Gdy monstrum zastygło podeszła
do towarzysza wyciągając ku niemu rękę.
- Ożyje za kilka minut, wypadałoby to skończyć,
nie? - Cyrk z pomocną ręką był tylko symboliką,
czymś, na znak podziękowania i szacunku.
Lanter zamachał krótko ręką dając tym samym
znać że musi chwileczkę odsapnąć. ładnie
wycelowała akurat w splot słoneczny na co zrobiło mu się niedobrze.
-całkiem niezły cios..- skomentował i podniósł się z pomocą Ivri,
- zabijmy pokrakę- powiedział wyjmując srebrny
nóż, który z brzękiem sprężyny się otworzył.
podszedł pewnie do Lamii i bezceremonialnie rozpruł jej brzuch
- mówiłaś coś o rozwaleniu serca?- zerknął na
ciemnowłosą dziewczynę, i nieco się krzywiąc,
włożył rękę w wnętrzności pół jaszczura.
Wygrzebał serducho i je odciął od właścicielki
po czym zmasakrował je nożem. krwi było od
cholery. westchnął wyrzucając na ulicę flaki
- co z tym?- skinął na zwłoki.Ivri spojrzała na
zwłoki, a potem z powrotem na chłopaka.
- Wybacz mi odrobinę obrzydliwości, ale czuję
tak szaloną pokusę... - Bez słowa więcej
zagarnęła poćwiartowaną część serca, parę
razy zmięła okrwawiony organ w bladej ręce, po
czym odchyliła głowę wiedźmy otwierając jej
usta i wepchnęła w nie sercową papkę
wspomagając się jako tako prawą ręką.
- Udław się tym, kurwo. A co do trupa, jak
mówiłam wiedźmy i ich ciała to prawie jedność.
Ciało pozbawione życia, więc dusz tak samo.
Dusza się rozsypie, ciało za chwilę też. No
chyba, że źle być pokroił serce, w co jednak
wątpię. - Wytarła uwalaną krwią dłoń w beton.
- Hipotetycznie oczywiście przyjmując, że ma
duszę. - Dopowiedziała z uśmiechem kręcąc głową.
- Wygląda na to, że to zagadka bez
odpowiedzi.- Lu się nieco skrzywił.
-tak..- złapał się za obolały brzuch. jutro będzie
miał wielkiego siniaka. Trza było przyznać
Lamia miała sporo siły. Spojrzał zdziwiony na
łowczynie która bez pardonu wzięła serce
potwora i wepchała mu je do paszczy. niósł
brwi uznając, że dziewczyna jest ciut
psychopatyczna, ale w rzeczy samej jej tekst
go rozśmieszył to tez się zaśmiał
- skoro sama się posprząta. to i nic tu po nas- stwierdził wyczyszczając nóż o i tak już ufajdaną bluzę. schował wszelaką broń i skierował się do zaułku gdzie zaparkowany był ścigacz
- wracajmy. ta krew cuchnie a ja pierwszy raz
potrzebuje prysznicu od zaraz- mruknął
wyprowadzając pojazd na ulicę.
- Nawet pojęcia nie masz jak bardzo przez tą
wszechobecną krew ucierpiała moja psychika.
- Powiedziała dramatycznie ciemnowłosa i
spauzowała na chwilę wskazując kciukiem za
siebie na zwłoki.
- Choć chyba się zaczynasz domyślać. - Aż
dziw, jak szybko wróciła do swojego
pogodnego, zadumanego tonu. Spojrzała z
żalem na połamany łuk i ostatnią strzałę,
dopiero potem na pokrowiec. Szczerze, to
wszystko to miała w dupie.
- Ta, wracajmy. - Przytaknęła
usatysfakcjonowana polowaniem.
- Wybacz, ale ojebię Cię trochę wnętrznościami.
-heh- jasnooki zaśmiał się krótko na słowa dziewczyny
- nie bierzesz tego pokrowca?- zapytał ale
chyba niepotrzebnie..gdyby musiała go wziąć to by wzięła
.- mniam..-powiedział z sarkazmem i machnął
ręką na wizje ujebania się jeszcze flakami. im
więcej tym lepiej powiadają. odpalił silnik i
ruszyli w drogę powrotną do zajazdu,
przejeżdżając po częściach ciała
rozkwaszonego centralnie na środku ulicy.
- przy wampirach nie ma aż takiego rozlewu
krwi, czego nie można powiedzieć o ich
ofiarach- stwierdził z powagą. a więc cali acz
nieco poturbowani wrócili do zajazdu.
kulturalnie zaparkował motor na miejscu i zszedł z niego
- jestem zmęczony..- mruknął pod nosem.
Iv jak najszybciej zlazła ze ścigacza obserwując z zamiłowaniem zajazd.
- Chyba rozumiem Twoje zmęczenie. -
Podchwyciła, ale zaraz uniosła ostrzegawczo palec.
- popatrz. - Wskazała wymownie na jego policzek.
- Koniecznie. Jak cokolwiek zacznie się
paskudzić, albo zapuchnie bardziej skonsultuj
się z lekarzem lub, co nawet lepsze, ze mną. -
Poczłapała w stronę wejścia masując obolały bark.



Ivri
Luke
 

piątek, 12 lipca 2013

Co z tego, że stoisz na środku skrzyżowania, jeżeli nie masz chęci, by iść dokądkolwiek?




Miano: Dastan Mitchell;
Wiek: 29 lat;
Pochodzenie: Anglia;
Grupa krwi: 0 Rh-;
Wzrost: 187cm
Broń: Shotgun; dwa pistolety; nóż.
Pojazd: Brak;
Specjalizacja: Wilkołaki; demony;
Pokój: W liczbie "52" pomiędzy "5" a "2" jest serduszko. Widać? Potrzebuję dwójkę.
Dastan posiada szczeniaka, którego przygarnął jakiś czas temu. Potajemnie sprowadził go do zajazdu.






 Charakter: Na pierwszy rzut oka może sprawiać wrażenie wyrośniętego dzieciaka. Uśmiecha się, gdy tylko jest możliwość i w ogóle wygląda jak gdyby nie dręczyło go żadne zmartwienie. Po bliższym poznaniu można wywnioskować, że wcale taki głupi nie jest. Nie grzeszy tępotą, a strategiczne myślenie zawsze było jego mocną stroną. Uwielbia przebywać w czyimś towarzystwie, pod warunkiem, że są to pojedyncze osoby. Rozmowny i wesołkowaty. Uwielbia widzieć uśmiech na twarzy innej osoby, a już nie mówiąc o tym, który on sam spowodował. Okey, potrafi dobrze z innymi rozmawiać, ale nie wyklucza to u niego bycia dobrym słuchaczem.
Misio od zwierzeń.






Wygląd: Wysoki, chuderlawy, łagodny. Pierwsze słowa, które mogą przyjść na myśl, gdy spogląda się na chłopaka. Mierzy sobie 187cm, a jego wyprostowana postura tylko je podkreśla. Pomimo dość dobrej kondycji i dużej zwinności, raczej nie może pochwalić się kaloryferem na brzuchu, jaki posiada większość łowców. Ma jasne, półdługie włosy, dość ciekawie kontrastujące z zielonymi oczyskami. Jasna skóra opala się w porażająco powolnym tempie i przez większość roku pozostaje naprawdę jasna. Co lubi najbardziej nosić? Przede wszystkim są to koszule w kolorach czerni, bieli albo szkarłatu. Najzwyklejsze jeansy do pary i niewielki pentagram na łańcuszku, który czasem owija na nadgarstku, czasem nosi na szyi. Rzadko się zdarza, by nosił coś bardziej wyróżniającego się, ale kiedy wie, że nie zamierza wychodzić z mieszkania, zakłada nierozpinaną bluzę z kapturem. Taki dresik w mysich kolorach.
Historia: dawno, dawno temu w niewielkim mieszkaniu na obrzeżach dużego miasta, żył sobie chłopiec. Nigdy nie wyróżniał się niczym specjalnie od swoich rówieśników. Dostawał dobre oceny w szkole, dogadywał się ze znajomymi, czytał dużo. Mimo wszystko najbliższa rodzina nie mogła się pozbyć wrażenia, że z tym chłopcem jest coś nie tak. Bardzo pasjonował się magicznymi stworzeniami, co nie było niczym złym, póki nie zaczął eksperymentować. W jego pokoju zaczęły pojawiać się dziwne rysunki, chłopak wygadywał rzeczy, o których mało kto chciał słuchać. Nic dziwnego, że rodzina nie dawała sobie rady z wychowywaniem dzieciaka i wkrótce został oddany do sierocińca, gdzie spędził większą część swojego dzieciństwa.
Ów chłopiec żył później normalnie, ale nigdy nie potrafił się do nikogo przywiązać. Polegał tylko i wyłącznie na sobie, a osoby, z którymi spędzał czas, dość szybko zniechęcały się z powodu jego dziwnych upodobań. Praktycznie każdy zrezygnował. Każdy, z wyjątkiem pewnej kobiety. Chłopak dopiero później zrozumiał, że jest łowczynią i że poluje na stworzenia, które zawsze tak go fascynowały. Do zajazdu udał się po jej śmierci.



Co na nagrobek? Zamiast stawiać nagrobek, lepiej posadźcie mu drzewo.


Coco-nut flavour



Imię: przyjmijmy, że ma na imię Coco, dobrze?
Nazwisko: White

Wiek: 20 lat
Pochodzenie: Meksyk, później niewielka mieścina w Teksasie.

Charakter: niejednoznaczny; można jednak w nim wyróżnić kilka stałych. Zdecydowanie nie pasuje do wizerunku samotnego łowcy; najczęściej można ją zobaczyć przy barze z ustami zanurzonymi w winie złapaną wpół niedokończonego żartu, grą słowną w myślach, plotką na końcu języka. Jeżeli przyrównać ją do jakiegoś stereotypu, byłaby zdecydowanie „dziewczyną z sąsiedztwa”; trudno ją podejrzewać o jakiekolwiek powiązania z łowcami czy szemrane interesy, co znacznie ułatwia jej działanie. Mówi z ciężkim, teksańskim akcentem, barwnie gestykuluje.
Wygląd: drobna budowa (przez mniej życzliwych określana jako niekobieca – czyt. płaska), charakterystyczna burza loków. Znaków charakterystycznych brak. Niewysoka, przyjmuje że mierzy 170 cm, ale to nieprawda. Waga w normie, nie ma co podawać.
Lubi biżuterię - obfitą i dzwoniącą, najlepiej złotą.

Grupa krwi: B Rh+
Historia: jej rodzina pochodzi z Meksyku; prababka była uważana za lokalną wiedźmę, Starszą. Coco wyrastała w atmosferze niepotwierdzonych legend i odprawianych guseł na wpół im ufając, na wpół w nie wątpiąc. Spotykała się z wieloma niewytłumaczalnymi sytuacjami, a wszystkie mityczne kreatury wkładała między bajki. „Dojrzałym” łowcą została więc dopiero po przeprowadzce do Stanów, kiedy to zadziwiająca ilość dobranocnych opowieści zaczęła się sprawdzać…

Jej najbliższa rodzina działała jako łowcy, jednocześnie łowcami się nie nazywając. Na skutek pewnych przeżyć Coco nie mogła dokończyć treningu, dlatego jej stan wiedzy teoretycznej jest przerażająco niski. Praktykę ma opanowaną. Względnie.
Broń: lekki łuk bądź kusza (chociaż z kuszą nie czuje się tak pewnie). Ze względu na małą mobilność urządzeń, używa też zatrutych strzałek wydmuchiwanych przez metalową rurkę pokrytą niklem. Pistolet, jeśli zajdzie potrzeba.

Specjalizacja: bestiariusz latynoski, wiedźmy

Pokój: 8

Co chce mieć wyryte na nagrobku: cokolwiek. Byle z dodatkową tabliczką, żeby nie stawiać kwiatów. Alergie ma.

środa, 10 lipca 2013

Kocham życie, bo i tak wszyscy umrzemy.

   Ivri Mouldheel nigdy nie zdradza swojej prawdziwej tożsamości, i zdecydowanie nie jest nią "Ivri Mouldheel". Ma równe 20 lat, urodziny obchodziła 30 kwietnia, od 3 lat zajmuje się łowiectwem. Przez lata dobrowolnej służby zapełniła dwanaście dzienników, z czego wszystkie trzyma w spiętej kłódką torbie od wewnątrz wyłożonej mocną gumą. Jak twierdzi wiedza, a szczególnie taka, nie powinna wydostać się z kart i umysłu, który je zapisał. Jest fanatyczką, a jej zainteresowania nie przyciągnie byle zjawa. Mierzy zdecydowanie wyżej. Specjalizuje się w wiedźmach i wodnych kreaturach, ale nadal to zbyt mało. Szuka rzeczy, na które śmiertelnik nigdy nie powinien się porywać. To jeden z powodów, dla których zwykle nie przywiązuje się do ludzi. Nie dlatego, żeby ich chronić, nie jest wielkoduszna, a dlatego, żeby nie mieć po co żyć. Fach wymaga poświęcenia, poświęcenie ofiar. Obawia się, że jeśli kiedyś od jej własnego życia będzie zależało coś większego, a z powodu na bliskich nie zdobędzie się na ryzyko. Uwielbia czytać i opowiadać, dlatego męką jest dla niej każda tajemnica. Bez obaw, mimo pokus wszystkich dotrzymuje. To trochę dziwi, przy całokształcie, ale jest też często postacią rozrywkową i zaskakującą. Jeśli jej się zachce, oczywiście. Mówi i myśli strasznie chaotycznie. Często trudno pojąć, o co jej chodzi, choć sama doskonale wie. Ma wypracowaną wręcz zabójczą logikę. Potrafi łączyć ze sobą w odpowiednio uzasadniony sposób właściwie wszystko (dlatego panuje w niej taki myślowy chaos), a co za tym idzie jest całkiem niezłym strategiem.  Warto wspomnieć, że nigdy nie wypowie się na temat, o którym nie ma pojęcia.
   Jest raczej uboga w broń. Do asortymentu Ivri zaliczają się tylko dwa noże. Nie znosi broni palnej, nie znosi huków. Pod tym względem jest tradycjonalistką. Poza tym i dziennikami jej bagaż zawiera stertę nudnych ciuchów i kilka tomów mniej, lub bardziej znaczących ksiąg.
   Co do wyglądu niczym szczególnym się nie wyróżnia. 172 centymetry bladej skóry okrywającej prawie zupełnie pozbawione tłuszczu ciało. Właściwie połączenie jej trupio-jasnej karnacji i czarnych, sięgających nieco za ramiona, włosów wygląda odrobinę upiornie. Ma jasnoszare, „bystre” oczy, wąskie wargi i grzywkę na bok.
   Iv jest silniejsza niż wygląda, choć nadal to zbyt mało, by mogła ufać swojej sile. Zawsze zdaje się na instynkt, wiedzę i szybkość. O tak, jest bardziej niż szybka. Właściwie jej zwinność sięga prawie granic ludzkich możliwości. Niedziwne, od trzech lat ćwiczy praktycznie codziennie.

   Ciekawostki:
   Historii nie zdradza, bo twierdzi, że jest nudna. Nie ma pupila, bo nie lubi mieć na sobie żadnych obowiązków poza tymi, które sama sobie określa. Jest zakochana w piwie. Panicznie boi się … gąbek. Pająki są jej pasją. Uwielbia spaghetti i zapiekanki. Nie jada mięsa. Nie umie gotować. Nie umie obchodzić się z motoryzacją. Nie umie strzelać z broni palnej, za to jest niezgorszym łucznikiem. Internet potrafi wyłączyć ją na długie godziny. Nieźle śpiewa i amatorsko gra na pianinie. Mówiąc o sobie prawie zawsze kłamie. Lubi grad. I koty. Jest bezwzględna. Boi się ciemności.


A grobu mieć nie chce.
Chce tylko kamień z wyrytym napisem:
„Sumus partem Axis Mundi. Ego partem Axis Mundi.” *

   Dlaczego akurat to? Bo wierzy, że wszyscy coś znaczą, ale nikt nie znaczy wszystkiego.



*[z łac. „Wszyscy jesteśmy częścią Osi Świata. Jestem częścią Osi Świata” (tu Oś Świata jako coś najważniejszego) ]

Jean Martinez





Imię: Jean
Nazwisko: Martinez
Wiek: 21 lat
Pochodzenie: Francja
Grupa krwi: 0 Rh-
Broń: Jest nią broń biała, lecz rzadko z niej korzysta, prawie zawsze trzyma ją w bagażniku samochodu by nie straszyć innych nią. Jest to pamiątka po wuju.
Specjalizacja: Kobold i Satyrowie
Pokój: 6 to szczęśliwa liczba


Charakter: Jest raczej wiecznie uśmiechniętym pogodnym mężczyzną który chętnie innych wprowadza w ten sam nastrój.
Chociaż gdy ma gorszy dzień to każdy to odczuje po jego lekceważącym zachowaniu i niezbyt dostojnym języku.


Wygląd: Jean uwielbia mieć kolorowe włosy, obecnie ma fazę na różowe, lecz miał już wszystkie kolory jak i odcienie świata. Jego pasją są ćwiczenia, dzięki czemu może chwalić się swoim nienagannym ciałem innym poprzez noszenie kusych bądź zbyt opiętych strojów. Jego ulubionym kolorem jest czarny lecz nigdy by sobie na głowę go nie nałożył. Dlatego większość ubrań ma w tym kolorze. (Sens? Nope)
Uwielbia dodatkowo długie buty, nie znosi krótkich. Więc albo długie albo żadnych nie nosi.

Historia: Jean jako młody chłopak, zawsze miał jakieś pomysły. Prawie każde wakacje spędzał u Wuja w Amsterdamie, także w podobnym miejscu jak to. Wuj uczył go jak powinien postępować w przyszłości ze stworami, co prawda nie zabierał go na żadne misje ale pragnął by ten także w przyszłości robił użytek ze swoich genów. W trakcie treningów nauczył się walczyć z Koboltami które występują w gospodarstwach domowych i z Satyramie którzy są bożkami leśnymi. Oczywiście przez lata kiedy wuj nagle nie chciał go brać do siebie, zapomniał o tym wszystkim.
Jednak nie dawno jego trener umarł i zostawił mu w spadku stare księgi z mapą na której były zaznaczone przeróżne miejsca, tak samo to było zaznaczone z dopiskiem że ma się udać i dowiedzieć o swoim przeznaczeniu. Dodatkowo dostał także starą katanę z której korzystał wujaszek.
Postanowił wziąć z miesiąc urlopu i zobaczyć co i jak. Także zawitał do tego miejsca by dowiedzieć się o tym kim jest.

Pojazd: 

Co chcesz mieć wyryte na nagrobku:
"A mogło być tak pięknie"



~~*~~
Jeśli komuś się spodobał wątek z wujem to może rozpoznać Katanę bądź być tą "tajemniczą osobą" która ma mu powiedzieć sekrety.

~~*~~
Notka może być jeszcze zmieniona ale niezbyt dużo.

wtorek, 9 lipca 2013

Do odważnych świat należy, po trupach do celu.

Imię: Luke
Nazwisko: Lanter
Wiek: 20
Pochodzenie: Stany Zjednoczone;stan Nevada
Grupa krwi: AB Rh- 
Pokój: 7
Specjalizacja: Eliminacja wampirów


Charakter: Pierwsze wrażenie bywa mylne. Luke odznacza się niezwykłą zmiennością charakterów. Można go uznać za dziwaka. Typ samotnika, ale to nie znaczy, że potrzebuje towarzystwa. Ceni osoby
żywiołowe i z poczuciem humoru, iż uważa, że mu tego brakuje. Ambitny, uparty i wytrwały gdy mu na czymś zależy. Jego ogromną wadą jest zazdrość. Mimo, że potrafi udawać obojętnego to w środku jest cholerniezazdrosny. Charakter pełen sprzeczności. Jest zarówno leniwy jeśli nie mając nic do roboty, ale gdy w sprawę wchodzi ubój wampirów jest nie do zatrzymania. Infantylny i poważny. Zna się na wampirach, ale nie jest wszechwiedzący. Dąży do perfekcji w tej dziedzinie. Ciekawy świata, otwarty na nowe rzeczy. Często świeci nieodpowiedzialnością i porywczością.



Wygląd: Dosyć wysoki, mierzący 177centymetrów młodzeniec. Jego budowa ciała jest raczej przeciętna, acz lekko umięśniona to też jego waga (76 kg) jest prawidłowa w stosunku do wzrostu. Ma przydługie włosy, które sterczą w każdą możliwą stronę i są bliżej nieokreślonego koloru, ale wpadającego pod brąz i jakby zieleń. Oczy Luke'a są jasne, niebiesko-szare z iskierką tajemniczości. Luke nie przykłada zbytnio uwagi do swojego ubioru. Ważny dla niego jest komfort także w trakcie pościgów za celem. Najczęściej nosi luźny pomarańczowy T-shirt do tego bardzo ciepła bluza z futerkiem na kapturze w razie chłodniejszych dni. Spodnie jak to spodnie byle wygodne.  Buty natomiast to zwykle trampki, adidasy a nawet obuwie wojskowe. Na szyi zawsze nosi nieśmiertelnik, który według niektórych wierzeń ma go chronić przed złymi mocami.

Historia: Syn prostych ludzi. Ojciec jest mechanikiem a matka zajmuje się domem. Był oczkiem w głowie rodziców do momentu kiedy trzy lata po nim urodziła się jego siostra. Ale nie miał jej tego za złe, bo są zgranym rodzeństwem. Dzieciństwo miał raczej udane i szczęśliwe. Ojciec uczył go tajników mechaniki, ale chłopaka bardziej interesowały podróże niż siedzenie w garażu. Jego zainteresowanie wampirami kwitło już od najmlodszych lat kiedy to bliski przyjaciel rodziny opowiadał Luke'owi o swoich wyprawach i o tym jak zgładzał wampiry. Jasnooki był nim zafascynowany tak bardzo, że chciał sie stać dokładnie taki jak on. Ojciec jednak uważał, że to są brednie i przyjaciel niepotrzebnie zaśmieca jego synowi umysł.
 Ale Luke był nieugięty i był dalej zapatrzony w swojego idola. Przez co ojcu zostało przekazanie wiedzy mechanicznej jego córce, która ku zdziwieniu innych, chłonęła informacje jak gąbka. Po jakimś czasie słuch o łowcy wampirów zaginął. Rodzina szczerze się zmartwiła nagłym zniknięciem mężczyzny.Wtedy w młodym umyśle zrodził sie pomysł odnalezienia zaginionego tym samym spełniając marzenia o podróżach. Z czasem wybrał się tropem, który sprowadził go do wampirów. Uznał, że wampiry macały palce w sprawie zniknięcia łowcy to też bardziej się przyłożył do nauki o nich. Tak stał się pewnego rodzaju specjalistą w tej dziedzinie. Jego głównym celem w życiu jest odnalezienie przyjaciela.

Broń: Jego główną bronią jest..nóż sprężynowy zrobiony ze srebra. Na trudniejsze przypadki ma przy sobie sztylety Hanwei Solingen Main Gauche. Noszony jako sztylet, za dotknięciem przycisku staje sie efektywnym lewakiem, kiedy to uwolnione zostaje rozszczepione, zamontowane na spężynie ostrza, formując pułapkę na ostrze przeciwnika. Utrzymane są też właściwości niezbędne przy ataku. Rzadko kiedy używa broni palnej (Casull Auto 454). Woli się pofatygować i załatwiać sprawy odręcznie.

Pojazd: Czarny ścigacz, który ulepsza mu jego młodsza siostra.
W razie kłopotów z mechanizmem pojazdu, dzwoni do niej i umawia się na przegląd oraz ewentualne ulepszenie ścigacza.

Inne informacje:
Najczęstszą groźbą jaką słyszy jest:
"Wykręcę ci klocki hamulcowe jak nie
będziesz widział!"-siostra gdy widzi jak Luke  obchodzi się ze ścigaczem.
 
Lubi kolor zielony, pogoń za wampirami i jedzenie. 
Nie znosi pobudek, ludzi którzy mu przeszkadzają oraz kawy.

Cytat na nagrobku: "To nie koniec"

poniedziałek, 8 lipca 2013

I'm a cat - 9 lives, bitch.

Hizzy Anones
• 18 listopada 1995 • Południowa część Polski • Dwa sztylety • Scyzoryk • Obserwatorka • Pokój 10 • Parapsycholog, medium • Grupa krwi AB •

Charakter: 
Zagadka i trudny charakterek...
Tajemnicza i małomówna z niej samiczka. Starannie dobiera słowa, by zarówno nikogo nie urazić jak i za wiele nie powiedzieć. O naturze ludzkiej wie dużo, ponieważ kształci się samodzielnie w kierunku psychologii z odłamem filozofii kiedy duchy nie patrzą. Nie wymądrza się, ale mimo tego jest w niej coś z zarozumialca. Może to, że trzyma się własnego zdania, a opinie innych po prostu toleruje. Chociaż to trochę niemoralne, ale zawiera znajomości, a potem kiedy wydają jej się niewygodne - zrywa z nimi. Wybitna indywidualistka, co przystało w charakterystyce zodiakalnym skorpionom. Gdyby opisać ją w słowach - rozważna, ostrożna i odpowiedzialna.
Ale nawet największe sztywniaki mają chwile śmiechu, nie?

Liderka czy podwładna?
Jak na indywidualistkę przystało - zdecydowanie woli robić rzeczy samodzielnie, a mimo wrodzonego talentu przywódcy rzadko podejmuje się tego stanowiska. Po prostu jest leniwa, a taka władza to za dużo. Na ile może tyle stara się być samowystarczalnym człowiekiem już od dziecka. Szybko się uczy, a pamięć nigdy nie zawodzi. W sprawach damsko-męskich czuje się niepewnie, to chyba jedyna rzecz w której zachowanie jej nie pasuje do pozostałych cech. Chociaż praktyki w tym temacie są równe zeru, ma jasno postawione zdanie, np. zdrada jest niewybaczalna, a partner musi spełniać srogie wymogi.

Wygląd: Czarne, długie, proste włosy mieniące się granatową powłoką przez szampon jakiego używa (Garnier Fructis, polecam), grzywka wiecznie w nie
ładzie, dwukolorowe oczy - cierpi na heterochromię. Lewe oko zielone, zaś prawe niebieskie niczym niebo podczas słonecznego dnia. Jest wysoka, bo mierzy aż 175 cm wzrostu. Szczuple zbudowana, wiecznie wyprostowana i pewna siebie postawa. Jej tradycyjny ubiór to czarna bokserka i tego samego koloru ciasne spodnie.

Historia: Rodzina była bardzo zamożna, pławiła się w luksusach można powiedzieć. Ojciec i jej bracia od 16 roku życia byli najbardziej szanowaną grupą skutecznych łowców, a skąd zyskali taki tytuł? Metody polowań NIGDY nie zawodziły. Zawsze były prawidłowe i działały z odpowiednią siłą. Wszyscy wśród rodzeństwa musieli pójść w jego ślady, a nauka magii jaką im przekazywał zaczynała się po ukończeniu 4 lat, także łowcą została nie kończąc nawet wieku dziecięcego. Po ukończeniu piętnastu lat postanowiła żyć na własną rękę i z własnym doświadczeniem. Stwierdziła, że jest już na tyle obeznana w polowaniach że bez trudu poradzi sobie żyjąc samotnie, a nie wciąż na utrzymaniu rodziców.

Co chcę mieć wyryte na nagrobku: " Pieprzyć to życie, jestem kotem i mam 9 żyć. " Tak humorystycznie.

„Sprawiasz wrażenie ducha, który próbuje wywoływać żywych.”




„Jeśli idzie o podejrzane typy,
to nie martwię się tymi, którzy zmarli. Niepokoją mnie żywi.”



Aleks
iej Rose
21 lat | Rosjanin | Missouri, Kansas City
Czarny Chevrolet Impala z 1967r. | Pokój 5 | Istoty niematerialne, magia enochiańska
Biały sztylet obusieczny | Unikatowy Colt z poświęconymi, srebrnymi pociskami

„Co by było, gdyby duchy
zaczęły egzorcyzmować żywych ludzi?”


Charakter: Na ogół siedzi z boku i obserwuje innych. Jest melancholikiem. Bywa uparty i nieznośny ze
 swoimi "humorkami". Zdarza mu się zachowywać niczym niezdecydowane, obrażone dziecko. Nie raz zdenerwowany powie coś przykrego, co może zaboleć drugą osobę. Czasem udaje zimnego, obojętnego na
to co dzieje się dookoła, a bycie miłym kosztuje go dużo energii. Jednak mimo wszystko stara się być pomocny. Nie odrzuca potrzebujących, czy po prostu samotnych. Sam na ogół jest nieśmiały. Jest typem marzyciela. Chodzi z głową w chmurach przez co nie raz, przez nieuwagę zrobił sobie krzywdę. Nie należy do osób egoistycznych. Po prostu lubi dzielić się z innymi. Stara się być też wyrozumiały i spokojny wobec większości ludzi. Nienawidzi być ograniczany lub zmuszany do czegoś.

Wygląd: Należy do osób raczej średniego wzrostu. Jest dość drobny i szczupły choć nie do przesady. Jego mięśnie nie są wyraźnie widoczne na pierwszy rzut oka. Mimo to jest wystarczająco silny żeby sobie radzić. Dzięki swojemu wzrostu, drobnej budowy i długim nogom jest szybki i zwinny. Wciśnie się w niejedną szczelinę. Jego włosy są brązowe i prawie zawsze w nieładzie. Postrzępione opadają mu czasem na oczy. Jego oczy są niebieskie z lekko wdzierającymi się szarościami. Lubi ubierać się na czarno. Najczęściej w zwykłych, za dużych podkoszulkach i jakichś czarnych spodniach wciśniętych niedbale w glany. Poza tym zakłada też ubrania "wizytowe".  Ma charakterystyczny sposób chodzenia - niedbałe, luźne wymachy nogami do przodu. Na ogół stara się być w miarę możliwości czysty pomimo niedbałego wyglądu.

Historia: W jego rodzinie, każdy z pokolenia na pokolenie zostawał łowcą. Uczył się od swojego ojca jak polować na wszelkiego rodzaju demony i potwory. Ma tą profesję we krwi. Jednak dopiero od kilku lat zajmuje się tym na poważnie. Cztery lata temu został sam. Antychryst zabrał mu rodzinę i dom. Ścigał go do samej Kalifornii. Tam w końcu udało mu się go zabić. Po tych wydarzeniach zatrzymał się w stanie Wisconsin gdzie po ojcu Gabriela, jego dobrego znajomego, wraz z nim samym zajęli się zajazdem.
W bardzo niedalekiej przeszłości miał problemy z nawiedzonymi przedmiotami. W tym ze szmacianymi lalkami, które do dzisiaj są jego przekleństwem.

Na nagrobku chciałby mieć wyryty cytat:
"Każdy jest przekonany, że jego śmierć będzie końcem świata. Nie wierzy, że będzie to koniec tylko i wyłącznie jego świata... "



"Nie, nie należy wskrzeszać duchów z przeszłości,
trzeba im pozwolić się kurzyć, blaknąć,
odchodzić w zapomnienie i dyskretnie znikać ze wspomnień żyjących."





Pulvis es et in pulverem reverteris.

Imię: Gabriel
Nazwisko: Underwood
Wiek: 20 lat, urodzony 25 września --
Pochodzenie: New York City; --
Charakter: Wydaje się pogodnym chłopakiem, godnym zaufania. Często najpierw robi, później myśli, ale zawsze robi misje z powodzeniem, nie interesuje go tylko zniszczenie celu, ale też jego zrozumienie. Kocha towarzystwo, źle się czuje w samotności. Niestety jego charakter jest bardzo wybuchowy i potrafi zdenerwować się z byle przyczyny, ciągle nad tym pracuje. Czasem ludziom wydaje się, że nie grzeszy on mądrością, ale to tylko pozory. Muzyka jest dla niego bardzo ważna, nigdy nie rozstaje się z słuchawkami. 
Wygląd:
- 175 cm,
- 55 kg,
- włosy kręcone, ciemny brąz, prawie czarne,
- oczy koloru zielono szarego, jednak czasem jego lewe oko zmienia barwę na czerwone, nikt nie wie czemu,
- zazwyczaj ubrany w luźne koszulki lub swetry, ciasne, wygodne spodnie, trampki lub glany, częste "ozdoby" na nadgarstku. Kocha stare koszule, nigdy ich nie zapina. 
Grupa krwi: "0"
Historia: Powodem dla którego został łowcą była śmierć bliskiej mu osoby, widział jak ją zamordowano gdy miał 9 lat, od tego czasu ta liczba jest dla niego znacząca. Sam nie lubi opowiadać o tej historii. 
Broń: Posiada 2 pistolety, często można go zobaczyć z miniaturą katany. 
Pojazd: Pontiac Trans Am Firebird 73r. 
Specjalizacja: Demony, duchy, zna się też na magii.
Pokój: "9"



"Ujrzeć świat w ziarenku piasku
I niebo w polnym kwiecie,
Zamknąć nieskończoność w dłoni,
A wieczność w godzinie."

Co robi w zajeździe:   Nigdy nie zapomnę zajazdu. Mój mentor, ojciec Aleksander Underwood odziedziczył go jeszcze po swoim tacie, a moim kochanym dziadku. Nie wiem czy to u nas dziedziczne... To całe polowanie... Ale nie mam zamiaru narzekać, lubię to. Pamiętam jak On mnie uczył. Jak trzymać broń, gdzie strzelać, czym, jak się ruszać.Praktycznie zajazd był moim domem do 12 roku życia, znam go jak własną kieszeń. Bardzo zdziwiło mnie, jak po siedmiu latach ojciec do mnie napisał, że mam wrócić bo ma dla mnie ważne zadanie. Co robiłem przez te siedem lat? Mieszkałem z mamą, siostrą, uczyłem się... Ale ja nie o tym. Gdy już tu wróciłem poczułem to. Ten zapach, bezpieczeństwo. Magia... W sumie to serio magia, ale o tym kiedy indziej. Ojciec powiedział prosto z mostu "Zajazd jest Twój". Szok? Nie, bo wiedziałem, że ten dzień nadejdzie. On musiał wyruszyć, poluje na coś wielkiego. Da sobie radę, w końcu to Underwood. Prowadzenie tego nie jest trudne. Zamawianie zamówień, jeżdżenie od czasu do czasu do hurtowni. Na początku myślałem, że to jest proste, jednak już po 3 miesiącach, gdy to było na mojej głowie poznałem smak pracy. Przypomniałem sobie o moim dobrym przyjacielu z dzieciństwa - Rose. Kto jak nie on mi pomoże, w końcu on też mnie uczył swojego czasu. Teraz jesteśmy w tym punkcie, gdzie wszystko się zaczyna, rozkręca... Mamy już parę rezerwacji, w końcu łowca też człowiek i musi odpocząć co jakiś czas, a to jest idealne miejsce. Staram się nadać mu trochę nowoczesności, ale zobaczymy co z tego
wyniknie.



"Gdy śmierć jest największym niebezpieczeństwem, 
pokłada się nadzieję w życiu; 
ale gdy się zna jeszcze straszniejsze niebezpieczeństwo, 
pokłada się nadzieję w śmierci."